alt

Zadłużenie jest jak prawdziwy kamień, który ciągnie w dół, odbiera radość i przynosi wyłącznie kolejne trudności. Początkowo nic nie zapowiada katastrofy — mały kredyt, później rata na dobry sprzęt i jeszcze konsolidacyjny. Pętla zadłużenia rośnie, ale daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy tak naprawdę toniemy. Jak wyjść z długów na dobre?

Praca całodobowa

Pozbycie się długów to ciężka praca. Nie chodzi tutaj wyłącznie o tę zawodową, ale także o pracę nad samym sobą. Często trzeba zmienić całkowicie swój sposób myślenia, przestać się łudzić, że problemy rozwiążą się same, a wygrana w lotto w końcu odmieni nasz los. Należy ciąć koszty — te zawsze się znajdą. Rezygnujemy ze zbytków, wybieramy wyłącznie to, co konieczne do życia. Nowe ciuchy do kolekcji mogą poczekać — wyjątkiem są ubrania dla dzieci.

 

Rachunek sumienia

Zanim wypowiemy długom wojnę musimy wiedzieć z jakim przeciwnikiem mamy do czynienia. Długi to nie tylko kredyty czy pożyczki, ale też zadłużenia w rachunkach, u rodziny, a także wszelkiego rodzaju debety i karty kredytowe. Liczymy wszystko i przy tej okazji wpisujemy pierwotne daty wymagalności.

Do tej listy koniecznie wpisujemy okrojone wcześniej koszty życia. Pamiętajmy, że walcząc z długami musimy je dobrze skalkulować. Pomogą nam w tym zbierane paragony - będziemy wiedzieli, ile rzeczywiście potrzebujemy miesięcznie pieniędzy na produkty spożywcze i higieniczne oraz na leki.

 

Plan spłaty

Kolejno wykonujemy plan spłaty. Jako pierwsze powinny znaleźć się rachunki za dom i media, a w dalszej kolejności wypowiedziane umowy czy należności komornicze. Następnie wpisujemy te długi, które podlegają jeszcze negocjacjom. Spłacamy je od góry, miesięcznie przeznaczając na spłatę stałą, określoną kwotą. Zawsze możemy ją podwyższyć, nigdy obniżyć. Dodatkowo żegnamy się z kartami kredytowymi. Spłacając jeden dług w całości zabieramy się za kolejny.

 

Dodatkowe pieniądze

Im większy dług, tym trudniej go spłacić, ale lepiej zacząć to robić, niż czekać na cud. Jeśli to konieczne, trzeba znaleźć dodatkową pracę. Śmiało można rozejrzeć się po domu i sprzedać rzeczy, z których się nie korzysta — np. zbyt małe ubrania. Każdy spłacony grosz, to mały krok do wolności — nie tylko tej finansowej.